Panna Szeliżanka utkwiła w nim surowy wzrok.

— Owszem, proszę — rzekła.

— Myślała pani o mnie...

— Zarozumialec!...

— Niech mi pani pozwoli dokończyć! Myślała pani, że... jestem narwany i jeszcze, że rzucam rękawicę pewnym osobnikom, o których w mniemaniu ogółu powinno mi chodzić. Ech, myślała pani, że jestem wariat. No, czy nie zgadłem?

Patrzał jej w oczy z uśmiechem. Rita gryzła usta. Nagle prędkim ruchem podniosła głowę, rzuciła bystre spojrzenie na Stefcię i odrzekła niepewnym głosem:

— Tak, zgadł pan. Ale nie myślałam, że pan wariat, broń Boże! Ani to, że pan rzuca rękawicę Barskiemu. Wiem, że panu o niego nie chodzi. Dziwiłam się tylko, że... wysuwa pan zbyt śmiało naprzód sytuację... mogącą być jeszcze w cieniu.

Michorowski ściągnął brwi.

— Dlaczego? A jeśli ja ją chcę mieć w pełnym świetle? Czy mi nie wolno?...

Panna Rita pobladła.