— Wybornie malujesz przyszłego swego teścia!
— Pochlebiam sobie, że nim nie zostanie. Papa mnie mrozi — brrr! A Melania nawet ze swą gorącą cerą nie zdoła jakoś poruszyć mej północnej natury. Zaniecki bardziej nadaje się do tej kombinacji. Powiem ci coś o Barskim, czego pewnie nie wiesz. Pysznie się znalazł twój praktykant, ten najstarszy.
— Otocki?
— Tak. Wyobraź sobie, kiedy stanęliśmy na pierwszym stanowisku, hrabia najpierw skrzyczał koniuszego.
— Badowicza, za co?
— Za to, że ten przez pomyłkę powiedział do hrabiego „proszę pana”, bez tytułu. Sam słyszałem.
— Bestia! — mruknął Waldemar. — Idźmy do pań.
Zawrócili do pawilonu.
— Więc dalej o Barskim — ciągnął Brochwicz. — Kiedy już naganka miała ruszyć, hrabia zeszedł z przeznaczonego miejsca na drugie, bo uznał je za lepsze — z nim zawsze tak. Idąc, zapomniał strzelby, a że jego strzelec gdzieś się zawieruszył, więc Barski, niewiele myśląc, patrzy z góry na Otockiego, który właśnie stał blisko, i mówi po swojemu: „Słuchaj no, te... te... przynieś mi tam strzelbę spod krzaka”...
— Przecież mu przedstawiałem praktykantów. Jak on śmiał! — wybuchnął Waldemar.