— Telegram, proszę jaśnie pana, do...
— Do mnie! — zawołała Stefcia.
Lokaj skłonił się twierdząco.
Wszystkich oczy spoczęły na niej, potem na twarzy ordynata.
— Tak, do pani — rzekł ten ostatni, powstając, i oddał jej kopertę.
Rozerwała opaskę. Na policzkach miała gorące wypieki.
Obecni zataili oddech w piersi. Niepokój nauczycielki przy obiedzie i ten telegram do niej przeraził ich.
Stefcia przeczytała i opuszczając papier na kolana, rzekła bezdźwięcznym głosem:
— Babcia umarła. Wzywają mnie na pogrzeb.
Odetchnęli. Spodziewano się czegoś gorszego.