Panna Rita zmierzyła go ironicznym spojrzeniem.

— Więc niech pan tak mówi, ale po co wyliczać wady, które nie istnieją.

— Dla mnie istnieją choćby w anglezowaniu59, które pani doprowadza do granic najwyższych.

— To nie wada. Jeśli tylko takie pan widzi, jestem spokojna. Zresztą ta rasa koni zawsze bywa anglezowana.

— Ale u pani bajecznie!

— Ech, co pan mówi! Szkoda, że znikł ordynat, prosiłabym go o interwencję.

— Pan Michorowski poszedł po Lucię i jej nauczycielkę — odezwała się powolnym głosem panna Michalina Ćwilecka. Przez czas rozmowy panny Rity z hrabią Trestką siedziała milcząca, popijając herbatę. Ubrana była dość gustownie, w jasną suknię, bo tak chciała matka, lecz nic jej nie bawiło, nawet zabawa innych nużyła ją. Miała wygląd apatyczny. Powiedziawszy krótko, gdzie jest Waldemar, spuściła oczy na filiżankę i zamilkła jak przedtem.

Hrabia Trestka poprawił binokle i uśmiechnięty złośliwie, rzekł:

— Jakieś fory ma ta nauczycielka, skoro ordynat tak się nią zajmuje.

— Ale co znowu. Il l’abhorre!60 — zaprzeczyła panna Rita. — Tak przynajmniej mówi Lucia.