— Kto, ordynat?
— No, tak...
Narnicki chciał powiedzieć: „wymuskany laluś”, ale spostrzegł się w porę, że byłoby to kłamstwo zbyt rażące i że Stefcia odgadłaby jego intencję. Zazdrość wyrażona w ten sposób wydała mu się niska i Narnicki odpowiedział szczerze:
— Przystojny i bardzo elegancki, a nade wszystko wybitnie typowy.
Stefcia spojrzała na kuzyna z wdzięcznością.
— Tak, dobrześ powiedział. To jego cecha główna.
Narnicki zauważył jej nagłe ożywienie i postanowił mówić dalej, nie spuszczając z niej oczu.
— Wśród nich wszystkich on wygląda na luminarza390. Ma rozumny wyraz twarzy i znać w nim lwią energię. Tacy ludzie idą do celu śmiało, depcąc wszelkie przeszkody, i dlatego nie są bezpieczni. A przeszłość ordynata, bardzo zresztą świeża, znana jest ze swej burzliwości.
— Dlaczego to mówisz? — spytała sucho Stefcia.
Narnicki wzruszył ramionami.