— Stefa, po co tobie ta krepa? Ładnie wyglądasz w niej, ale to straszne! Po babce nie nosi się welonu.
— Ja ją bardzo kochałam. Zresztą niedługo będę nosiła.
Chciała powiedzieć: „Niedługo będziesz mnie już widziała” — ale wstrzymała się. Na samo wspomnienie łzy jej napłynęły do oczu.
Nie wyobrażała sobie chwili rozstania.
Waldemar był milczący, Stefcia również. Oboje czuli, że coś stanęło między nimi, i odgadywali, co. Tylko Lucia rozgadała się jak nigdy.
W Słodkowcach zaledwie wysiedli z karety i Jacenty uradowany ucałował ręce Stefci, ukazał się stary kamerdyner pana Macieja, podszedł wprost do niej i nachylając się, szepnął:
— Starszy pan prosi panią do siebie. Jest w swoim gabinecie.
Dziewczyna zbladła, lecz odważnie poszła naprzód, nie rozbierając się wcale. Waldemar ją dogonił.
Byli sami w małym, stylowym saloniku.
Wziął jej ręce i przytulił do ust.