— Ach! Luciu, nie porównywaj Prątnickiego z panem Waldemarem!

— Jednak tamten przystojniejszy! Edmund jest piękny jak obrazek, ale powiem ci szczerze, Stefa, że teraz, kiedy już o nim zapomniałam, wolę Waldemara. Ten ma urodę bardziej męską i pańską, nieprawdaż? Prątnicki przy nim jak ładna lalka. Gdyby Waldy był mi obcy, szalałabym za nim. On ma w sobie coś takiego, je ne sais quoi!402 Dziwnie umie porywać.

Stefcia bała się spojrzeć na Lucię. Czuła tylko, że łuna uderza jej na twarz.

Dziewczynka po chwilowym milczeniu rzekła znowu:

— Waldy ogromnie może się podobać. Są dowody. Kocha się w nim panna Rita i ta oślica Barska, której się zdawało, że na jej skinienie on padnie przed nią plackiem. Ale się nie udało. Podobno kocha go i hrabina Wizembergowa, i księżna Krysta Turyńska, i wiele innych. Są takie, co liczą na jego miliony, ale Waldy ma dobre oko, od razu takie pozna. Barska może go i kocha, ale właśnie chciała być głównie ordynatową i panią Głębowicz, a Waldy to zwęszył i dał kosza.

— Źle się wyrażasz, Luciu. Zresztą skąd wiesz? Przecie się tobie nie chwalił.

— On nie, ale to każdy zrozumiał wówczas w Głębowiczach. Łapała go do obrzydliwości, kokietowała, a potem chodziła jak struta. Słyszałam raz, jak Trestka mówił do Rity: „W Barską strzelił ordynacki piorun”. Aha, do czegóż by się to stosowało więcej?

Stefcia uśmiechnęła się.

— Hrabiego Trestkę poznałabym tylko po jego dowcipach.

— Lubisz go?