— A tak, jego humor nawet raził — potwierdziła pani Elzonowska.
Panna Szeliżanka zagryzła wargi i bokiem nieznacznie spojrzała na Stefcię.
Pan Ksawery mówił dalej:
— W ostatnich czasach ordynatowi trafia się to często. Wczoraj odgrywał rolę uprzejmego gospodarza, chociaż z przymusem.
Spod krzaczastych brwi spojrzał w posępną twarz pana Macieja i dodał:
— I pan dobrodziej niewesoły. Może jaka zła wieść?...
Pan Maciej uśmiechnął się.
— Zaraziłem się od wnuka — odparł.
Obiad przeszedł sennie. Tylko pani Idalia i pan Ksawery rozmawiali ciągle o Głębowiczach.
Po obiedzie panna Rita odjeżdżała.