— My już chyba zupełnie pożegnamy się — rzekła do niej Stefcia z bolesnym uśmiechem.
— A niechże Bóg broni! Przede wszystkim sądzę, że Idalka pani nie puści. Zresztą ja tu wpadnę jeszcze i... w razie czego, pani chyba pożegna osobiście moją ciocię w Obronnem.
— A prawda, księżna była dla mnie zawsze tak łaskawa.
— Bardzo panią lubi — odrzekła Rita, całując Stefcię serdecznie.
VIII
Przeszedł jeden dzień, smutny i posępny.
Stefcia pakowała rzeczy. Ostatnia jej rozmowa z panią Elzonowską była bardzo stanowcza.
— Niech mi pani wyjawi właściwy powód — mówiła baronowa, szczerze zmartwiona. — Ja nie pojmuję tego uporu. Czy może z Luci pani jest niezadowolona?
Stefcia żachnęła się.
— Luci mi bardzo żal. Pokochałam ją. Żal mi opuszczać państwa, ale ja muszę, muszę koniecznie.