Księżna spojrzała na wnuka surowo.

— Może być najpiękniejsza, najszlachetniejsza, ale jest nie dla ciebie.

— Czy tylko dlatego, że nazywa się Rudecka?...

— Choćby dlatego.

— Ależ babciu, mogę ci pokazać herbarz, gdzie nazwisko Rudeckich umieszczono bardzo wyraźnie. Jest to rodzina stara, ozdobiona dobrym herbem szlacheckim. Nie jest to ród gorszy od Żninów, Szeligów ani Ćwileckich, razem z ich nabytym tytułem.

— Wśród tych, których wyliczasz, nie szukałam dla ciebie żony.

Ordynat wstał.

— Więc miałem się żenić z panującą księżniczką czy z królewną z tysiąca i jednej nocy?

Księżna błysnęła oczyma.

— Chciałam dla ciebie księżniczki Lignickiej — odmówiłeś. Chciałam hrabianki Prawdzicówny — znakomity ród i po Lignickiej pierwsza partia w kraju — także nie. Już pomijam księżniczki zagraniczne i panny ze sfer dworskich, gdzie miałeś wielkie szanse. W ostateczności zgodziłam się na Barską, która ma świetną parantelę — i ta nie!