Ordynat dumnie podniósł głowę.
— Zasady, tradycje — są to nasze frazesy już tak oklepane, że nie robią wrażenia, na mnie przynajmniej. Co zaś do etyki, moja różni się od waszej, choć nie jest w gorszym stylu. Według mnie małżeństwo zawarte tylko dla tradycji rodowej, dla partii, staje się nieetyczne. Wy sądzicie przeciwnie, pojęcia wasze i moje dzieli cała przepaść.
Hrabia Morykoni zrobił zdziwioną minę.
— Ależ my nie wykluczamy zupełnie strony uczuciowej, o jaką ordynatowi, zdaje się, najwięcej chodzi. Lecz nie można absolutnie uczuciem się rządzić, ewentualność taka mogłaby przynieść wiele szkody dla arystokracji naszej. W wyborze żony trzeba zawsze kłaść główny nacisk na jednakową rasę! Voilà!
Waldemar zaśmiał się.
— Gdybym się jednak żenił z jakąś udzielną księżniczką niemiecką, hiszpańską, nikt nie uważałby na rasę. Mój dziad był żonaty z Francuzką i nikt się nie oburzał, bo to była magnatka. Gdybym się nawet ożenił z księżniczką chińską, poczytano by mi to za oryginalność, lecz nie za rzecz karygodną. Panna Rudecka jest polską szlachcianką, z dobrej rodziny, więc o różnej rasie mowy być nie może.
— Ale jest różna sfera — przerwała księżna.
— Temu nie przeczę, lecz uważam to za drobnostkę niemogącą mieć wpływu na połączenie się i szczęście dwojga ludzi.
— Owszem, ta drobnostka jest bardzo potężnym punktem, gdyż inaczej nie istniałyby mezalianse ani morganatyczne411 małżeństwa — rzekła pani Idalia.
Twarz Waldemara skurczyła się z gniewu. Odparł chłodno: