— A to szkoda, bo to ma ładny ton.
Waldemar ściągnął brwi. Zakipiało w nim. Spojrzał na Trestkę z góry i rzekł z odpowiednim akcentem:
— Posądzałem pana o lepszy smak i większą subtelność... ucha.
Trestka zrozumiał. Zbladł ze złości.
Panna Rita uśmiechnęła się i widząc zakłopotanie hrabiego, rzekła do Stefci:
— Popieram prośbę pana Waldemara. Stanowczo nam pani coś zagra. Ja, niestety, nie grywam, lecz pasjami lubię muzykę.
— Owszem, pani, ale trochę potem.
— Tak, zbyt jest głośno, a muzyka lubi ciszę.
— Bo łatwiej wówczas odnajduje nerwy i gra na nich — dodał Waldemar.
Kamerdyner zapalił lampy. Panna Rita stanęła w oknie, patrząc na wąski, świetlanozłoty pasek wschodzącego księżyca. Na tle szarych barw wieczornego nieba pięknie wyglądała czarna wstęga lasu z tym odłamkiem złota, strojącym czuby drzew, jak błyszczący ryngraf69 na piersi zakutego w ciężką zbroję rycerza.