— Zgadł pan — zaśmiała się.
— Ja zaś jestem pewny, że pani mnie oczekiwała nie dla melancholii dziadka, lecz z powodu własnej tęsknoty. Czy tak?
Zajrzał jej w oczy zuchwale.
— Widzę, że w pańskim towarzystwie najbezpieczniej dla mnie być milczącą, gdyż inaczej pan staje się zbyt wesołym.
— A pani zaraz wysuwa pazurki, łapięta śliczne, ale ostre — odrzekł z grymasem.
— O czym państwo tak poufnie rozprawiają? — spytał z ironią hrabia Trestka, skierowując na Stefcię binokle.
Waldemar odrzekł swobodnie:
— Mówiliśmy o innym sporcie. Prosiłem właśnie pannę Stefanię, aby nam zagrała.
— Pani grywa na cymbałkach? — zapytał Trestka kpiącym tonem.
— Nie, panie, nie grywam na cymbałkach — odparła Stefcia z taką samą intonacją głosu.