— Spodziewam się, że „pragnęła” to za silne. Po prostu oczekiwałam.
— Oto rozczarowanie! Miałem już złudzenie raju, tymczasem jestem jak dawniej w czyśćcu.
Stefcia zaśmiała się. On patrzył na nią badawczo, z uśmieszkiem na pełnych, zmysłowych ustach. Po chwili rzekł przyciszonym głosem:
— Pani dziś cudownie wygląda. Czuję, że tracę głowę.
— Panie ordynacie! — zawołała rozgniewana dziewczyna.
— Słucham panią! — podchwycił z żartobliwymi ognikami w oczach.
Stefcia zacięła usta. Dawniej odpowiedziałaby mu z gniewem, lecz teraz była względem niego dobrze usposobiona... Przy tym bawiła ją jego mina. Brwi miał podniesione, szybko poruszały mu się nozdrza, z każdego rysu twarzy wyzierał tłumiony śmiech.
Odpowiedziała:
— Zaczynam żałować, że prosiłam Boga o pański przyjazd. Przez sympatię dla starszego pana Michorowskiego zaszkodziłam sobie...
— Młodym Michorowskim, jak miksturą — dokończył.