Waldemar zauważył niepokój Stefci, spostrzegł wzrok szukający Luci i rzekł z przekąsem:
— Chce się pani uzbroić przeciw mnie w niewinność, jak Twardowski przed Mefistofelesem, ale Lucia już, niestety, za duża na rolę, jaką pani chce jej w tej chwili przeznaczyć.
Stefci zadrgały usta do śmiechu. Waldemar mówił dalej:
— Ja tęskniłem za swą prześladowczynią, ale pani pewno błagała Boga, abym jak najdłużej się nie zjawiał.
— Przeciwnie, chciałam, aby pan prędzej przyjechał.
Na twarzy Waldemara błysnęło zaciekawienie.
— Doprawdy!... O Boże, czemuż nie wiedziałem!
Stefcia spojrzała mu prosto w oczy.
— Oczekiwałam pańskiego przyjazdu, ponieważ dziadek pana tęsknił i zaczynał już dostawać melancholii.
— To znaczy, że pani pragnęła mego przyjazdu dla dziadka, nie dla siebie.