— To samo powiem o pani anglikach.
Panna Rita rozpoczęła kłótnię na dobre.
Waldemar popatrzył w oczy Stefci i rzekł wesoło:
— Teraz mogą Słodkowce wylecieć w powietrze, a ta para nie przestanie debatować o stajni. Jak się tych dwoje sportsmenów spotka, już o niczym innym nie mówią i zawsze się kłócą, tak jak pani ze mną.
— Ja się z panem nie kłócę.
— Ale mnie pani tyranizuje. Bałem się tu jechać przez cały tydzień.
— Ach, jakiż pan bojaźliwy!
— No cóż? Tak mnie pani energicznie wyprawiła z lasu, potem przy obiedzie zostałem zlinczowany, nie chciała mnie pani pożegnać. Czy to wszystko nie mogło odstraszyć?... Ale zatęskniłem do swego tyrana i oto jestem.
Stefcia przygryzła wargi.
Postanowiła nie odpowiadać na zaczepki w obawie, by kto nie usłyszał. Ale w salonie panował gwar licznych rozmów, a siedząca obok panna Rita fechtowała się na słowa z Trestką tak zawzięcie, że nic ich więcej nie obchodziło.