— Ale nie nasze.
— Zasadnicza idea ta sama — twierdził uparcie hrabia.
Stefcia nie ustąpiła.
— Panie hrabio, i polna róża jest różą, lecz nie sztamową437. Tu już pomijamy zasadniczą ideę, bo bardzo wyraźnie występuje różnica kolorytu, gatunku i smaku. Dlatego twierdzę, że ludzie prości bawią się szczerzej od sfer inteligentnych, lecz nie posiadają ogłady, będącej cechą salonów. Oni mają etykę odrębną, znamienność, jaka ich różni od wytworniejszych objawów cywilizacji.
Stefcia mówiła swobodnie tonem lekkim i dźwięcznym. Hrabia uważnie patrzył na nią spoza zmrużonych powiek.
A Trestka rzekł:
— Cała nasza wytworność ginie wobec szczerości, jaką te masy posiadają, a my nie. U nich przynajmniej w sprawach erotycznych nie ma kłamstwa, wykrętów, słodkich minek i wywracania oczu.
— Trestka ugodzony jakimś sztyletem, pewno zazdrości — rzekł ordynat.
— Ja tylko mówię, że te cechy są ich zaletą, nie wadą.
— A któż to nazywa wadą? — zdziwiła się Stefcia.