— Albo przez kwiaciarki uliczne i roznosicieli gazet — rzekł Trestka i machnął ręką.
— Ależ panie, flirt jest wytworem salonów, nie ulicy — zaprzeczyła Stefcia.
Hrabia Morykoni bystro popatrzał na nią, przechylił się przez stół i zapytał:
— Więc pani uważa flirt za wykwit cywilizacji?
— Po części tak.
— Na jakiej zasadzie?
— Bo ludzie prości nie znają flirtu ani z nazwy, ani w dosłownym znaczeniu. Nie mają zresztą czasu na uprawianie go, nawet by nie umieli.
— Dlaczego? Gmin ma również swe zabawy, zbliżone do naszych.
— Zbliżone, lecz nie w szczegółach.
— Więc podobne.