— Smaleniem cholewek — zaśmiał się Waldemar.
— Bałamuctwem — dodała Stefcia.
— Nie widzę w tym różnicy — rzekł hrabia.
— Bo grunt jednaki, tylko kwiaty różnych odcieni i nazwa; tam zapożyczona z obcej gwary, a tu właściwa.
— Wracam do rzeczy — zaczął znowu Morykoni. — Więc pani sądzi, że odporność ich w przyjmowaniu kultury jest winą ciasnoty mózgów, jakie posiadają?
— I winą kultury. Tu są równe prawa. Ciasnota ich pojęć nie pozwala światłu rozszerzać się, a kultura jest jeszcze zbyt umiejscowiona, nie dosięga do wielu ciemnic.
— Umiejscowiona? Gdzie?
— W uprzywilejowanych kołach.
— Dlaczego?
— Bo skąpo płynie na inne... niższe.