— Gdzie? gdzie? — pytał Trestka, wychylając głowę.
Panną Rita wskazała mu go wzrokiem.
— Poznałam go od razu, ale on nas jeszcze nie widzi, lornetuje amfiteatr. Wyobrażam sobie jego minę...
— Dozna wrażenia, jakby mu teatr leciał na głowę. Une belle chance!449 — dorzucił Trestka.
— Dajcie mu państwo spokój — rzekła Stefcia.
Panna Rita mówiła, gryząc w zębach paproć z bukietu:
— Zdetonuje się450 biedak na widok byłego szefa, z którym mu się notabene bajecznie nie udało.
Waldemar wzruszył ramionami.
— Panna Stefania ma słuszność. Zostawcie go własnym jego wrażeniom. Miłe nie będą z pewnością.
Lornetka Prątnickiego, zsuwając się z amfiteatru, zatrzymała się na loży ordynata.