Błyszczą lustra... W dłoni dłoń,
Już taneczne widzę kręgi,
Już wir balu wszystko zlał
W jeden urok, w jeden szał.
Artystka rozlewała czyste, swobodne tony. Jak zawieja srebrnych kropelek sypały się dźwięczne gamy jej głosu. Szczerość i uczucie wiały z wysokich nut, którymi dziwnie umiała modulować. Wszyscy słuchali w skupieniu.
Śpiew umilkł, posypały się oklaski.
— Ślicznie śpiewa — rzekła Stefcia.
Wtem oboje z Waldemarem usłyszeli szept Trestki:
— ...dlatego, że nie mam weny? Ale tyle lat, to stanowi moją siłę.
— To mnie nie rozczula — odszepnęła panna Rita.