Bo będziecie mieć robotę,
Jak syrenę którą zgniotę.
— Niezrównany! — zawołał półszeptem ordynat.
Nastąpiła scena rozdarcia sukni. Hrabina robi wyrzuty Kazimierzowi.
— Podaje mu oszczep przeciw sobie — rzekł znowu Waldemar. — Suknia będzie tarczą, która ocali ułana od kokietki. Zdarza się tak często.
I przyszła mu na myśl rozmowa z hrabianką Melanią w Głębowiczach, po której ostatecznie stracił dla niej sympatię.
Podczas drugiego antraktu Waldemar poszedł z Trestką na cygara. Był tam i Barski. Palił, nie odzywając się do nikogo. Brochwicz trochę dokazywał. Opowiadał swe wrażenia z pierwszego rzędu krzeseł, zachwycał się primadonną w roli Hrabiny.
— A Bronia nie podoba się panu? — spytał baron Weyher.
— Bronia? Hm! Bronia jest trochę w grze sucha, nazbyt kołkowata. Może to robi różnica stroju; kontusik i te tam puszki, wyloty obok pajęczynowego kostiumu Diany sprawiają efekt na niekorzyść Broni.
— Ona głównie razi obok dystynkcji Hrabiny — rzekł Waldemar. — Dobra artystka i na scenie dama. Bronia nawet w tych samych gazach nie osiągnęłaby celu. Tu występuje różnica rasy.