Hrabia Barski, rozparty na fotelu, z cygarem w zębach, patrzał impertynencko na ordynata.
— Proszę! Pan odróżnia rasę? — przemówił kpiąco.
— Odróżniam! — odrzekł Waldemar chłodno.
— Voyons, a to nowa rzecz! Już po panu nie spodziewałem się takiej antytezy.
Ordynat rzucił się na fotel również w niedbałej pozie. Oczy utkwił w tłustej twarzy hrabiego i spytał jakby od niechcenia:
— A moja teza, wolno wiedzieć jaka?
— Pańskie słowa są antytezą jego postępków — odrzekł hrabia gwałtownie.
Waldemar był spokojny, lecz zimny.
— Za pozwoleniem! Co hrabia przez to rozumie? Ja mówiłem o różnicy rasy pomiędzy samymi artystkami, nie naruszając ról, jakie wykonywają.
Twarz hrabiego pęczniała coraz więcej.