Chyba gniew, lecz nigdy łez!...
— Brawo, brawo! — zawołał Waldemar.
Jeszcze trochę dowcipów Podczaszyca i zasłona spadła.
Loże poruszyły się, zaszumiało, panowie żegnali damy.
Waldemar otulał Stefcię w biały płaszcz. Zauważył, że jest trochę jak przyćmiona.
— Co ci jest, jedyna?
— A panu co było, jak pan wszedł po drugim akcie? — spytała, mając utkwione oczy w jego twarzy.
— Ach, odgadłaś, bądź spokojna — drobnostka!
— Na pewno?
— Daję ci słowo.