— To jest mi najobojętniejsze.
— Zabierze pan swoje konie i ekwipaże470?
— Tak, biorę cztery czwórki i karety.
— A ślub o której porze?
— Wieczorem u Wizytek471, potem wieczerza w pałacu babki Podhoreckiej, a rano wyjazd nasz do Głębowicz. Na waszym ślubie będziemy obecni już oboje. Cóż porabia pani narzeczony?
Panna Rita zaśmiała się.
— Ach, Edward paradny! Urządza Ożarów. Muszę go mitygować, takie zaprowadza awantury — przede wszystkim osobną stajnię dla mnie, bo zabieram swoje konie. Trestka bardzo dobry człowiek. To mnie rozczula, że on mnie bajecznie kocha.
— To prawda — potwierdził Waldemar — przy tym człowiek istotnie dobry i pani już go trochę utemperowała.
— Dziękuję za komplement! Nie marzyłam nigdy o mężu, którego musiałabym temperować.
— Ale potrafiłaby pani każdego.