Panna Rita trochę wyzywająco spojrzała na ordynata.
— No, pana chyba nie?
Uśmiechnął się.
— Och, ja się nikomu nie dam utemperować.
— A Stefci?
— Ona mnie łagodzi w inny sposób, uspokaja — to co innego.
Rita wskazała ręką na odległy las.
— Niech pan patrzy, jaka ładna tęcza. Wyjechałam z domu po deszczu i zaledwo teraz ją widzę. Pan chyba nie z Głębowicz jedzie?
— Byłem na folwarku Orlin, wracam, ale tęczę już widzę dawno.
— Taka nad wami świeci, prawda?