— Ja także. No to przez jutro się powałęsamy, odwiedzimy znajomych, a wieczorem w drogę. Wszak twój ślub za tydzień?
— Tak, jadę prosto do Głębowicz, wysyłam konie, karety, kwiaty, daję ostatnie polecenia i sam do Ruczajewa.
— Po narzeczoną — dodał Brochwicz. — Ej! szczęśliwyś ty, człowieku! Żenicie się wszyscy en foule477, tylko ja trwam w celibacie.
Waldemar podniósł do ust kielich z szampanem.
— Któż ci broni iść w nasze ślady, mój drogi? — rzekł, poruszając brwiami.
Brochwicz machnął ręką.
— Zanadto mnie interesują wszystkie kobiety, żebym sobie miał wybrać jedną.
— Działo się to samo i ze mną, a jednak widzisz — jestem u mety.
— Bagatela! Twoja Stefcia to złota rybka, można się było na nią wziąć. Jakież kupiłeś brylanty?
— Pokażę ci.