Dziewczyna szeptała ciągle.

— Co ona mówi? — spytał profesora.

— Majaczy bez przerwy.

Waldemar powstał, pochylił się i przyłożył ucho do ust Stefci.

— On... dzielny... boją się go... Nie... nie chcę go zabijać... — mruczała cichutko, ledwo dosłyszalnie.

Waldemar wyprostował się, dłonią przeciągnął po czole.

— Co to znaczy?... Co ona mówi?

Okropną obawę wyrażały jego rysy.

Nagle Stefcia rzuciła się gwałtownie.

— Trędowata! Trędowata! — krzyknęła głośno.