— Kochasz mnie zawsze?... kochasz? — spytała.
— Kocham, jedyna... więcej niż własne życie. Ale nie ruszaj się, leż spokojnie.
— Kochasz mnie? Będziesz szczęśliwy? Ty... nie wiesz nic... Ja ciebie zabiję... Waldy... Waldy...
Łzy błysnęły w jej oczach.
Waldemar tulił ją do siebie.
— Uspokój się, dziecko... ufaj mi... nie wierz im... nie myśl o tym... będzie wszystko dobrze... będziemy oboje bardzo szczęśliwi... bardzo, Stefciu.
Uśmiechnęła się, trąc głowę o jego ramię.
— To dobrze... dobrze.
Przytomność opuściła ją na nowo. Spojrzała błędnie.
— Waldy!... Ja jestem trędowata... Ty nie wiesz... Ja trędowata!... Nieszczęśliwy, strzeż się! — wołała gwałtownie.