Dziewczynka zaniosła się nowym wybuchem płaczu.

Na znak przestraszonej matki Klecz wziął dziewczynkę na ręce i wyniósł z sali.

Księżna podniosła rękę do czoła.

— Co ona mówi?... Zabiliśmy ją?... My?... Ach, Boże!...

Baronowa wyszła z księżną robić przygotowania do drogi. Nie myślała wstrzymywać jej. Sama również postanowiła jechać.

Teraz dopiero poczuła żal jakiś dławiący, żal za Stefcią: doznała wyrzutów sumienia za swą surowość dla zmarłej.

Brochwicz wezwał Jura.

Olbrzym wszedł do sali, zatrzymał się przy drzwiach, sztywny, wyprostowany, ale bardzo zgnębiony. Brochwicz dojrzał, że miał zapłakane oczy. Szepnął do Trestki:

— Jaką ona zjednała sobie miłość — nawet służby.

— Płakał jak bóbr, gdy się ze mną spotkał — odrzekł Trestka.