Brochwicz zwrócił się do Strzelca:
— Dawno dowiedzieliście się o nieszczęściu?
— O dziewiątej, panie hrabio.
— Kto telegrafował?
— Jaśnie pan starszy do marszałka dworu. Każe przywieźć bardzo dużo kwiatów... tylko białych... Pogrzeb we środę.
— Po cóżeś przyjechał?
— Myśleliśmy, że jaśnie państwo jeszcze nie wiedzą, i pan marszałek nie jest pewny, jakie wieźć kwiaty: cięte czy w wazonach?
— I takie, i takie — rzekł Trestka — do ubrania katafalku potrzebne wszelkie.
Brochwicz wstrząsnął się.
— Do ubrania katafalku — powtórzył z goryczą. — Kwiaty z Głębowicz miały dziś być w Warszawie na ślubie — teraz idą na grób... Straszne!