Ordynat powitał Stefcię.
— Mam tu dla pani obiecane książki. Jest Korynna i Delphina pani Stael81, jest kilka tomików Byrona82 w oryginale. Czy pani jest dość silna w angielskim, aby czytać? Mówi pani dobrze...
— I rozumiem wszystko. Nie czytałam wprawdzie w oryginale, lecz spróbuję — odrzekła Stefcia, dziękując.
— Horacego przywiozę innym razem. A może pani chce coś z naszej literatury.
— Owszem, poproszę pana o Lama i Mochnackiego, jeżeli pan posiada.
— Ależ dobrze, mogę pani służyć i Skargą, i Rejem, i Kołłątajem, i kim pani zechce. Moja biblioteka na rozkazy pani.
— Jest, widać, niewyczerpana.
— Szczycę się tym, że jedna z największych w kraju. Ale przerwałem pani muzykę.
Stanął przed pulpitem, odrzucił kilka stron w zeszycie z nutami i zatrzymał się na dwunastej sonacie Beethovena As-dur.
— O tę proszę. Ślicznie pani oddaje scherzo83 i marsz żałobny.