— Skąd pan wie?
— Słyszałem raz, kiedy mnie pani nie widziała.
— O, to się muszę strzec — zaśmiała się Stefcia, siadając do fortepianu.
Waldemar stanął za nią, ale spojrzał na bok i widząc Lucię zatopioną w czytaniu, zawołał, klasnąwszy w dłonie:
— Hola, panienko, to nie dla ciebie jeszcze lektura.
Lucia zamknęła książkę.
— Nudni jesteście, ty i panna Stefania. Ja dawniej czytałam nawet Zolę84, a teraz nic mi nie wolno.
Waldemar zaśmiał się.
— Emancypowana pani pupilka, co? — rzekł do Stefci. — Pewno, że po Zoli blado wygląda Mickiewicz, jak moralne jasełka po pikantnej operetce.
— Nieznośny jesteś! — odburknęła nadąsana Lucia.