Żyć będzie wśród niej wiecznie”.
Zgroza wiała z tych słów pełnych tragizmu.
Portrety wstrząsnęły się. Dreszcz wstydu za żyjące pokolenia przeleciał po nich.
Znieruchomiały w swej martwocie.
Ordynat wstał, wyprostował się, cofnął i długo patrzał na Stefcię zmatowionym wzrokiem. Po czym zawołał głośno:
— Pozostaniesz wśród nas wiecznie!
Odpowiedziało mu głuche milczenie.
Waldemar usiadł ciężko na kanapce. Bezbrzeżnie smutny wzrok utkwił w różowej Stefci, rozbierając każdy szczegół osobno. Spoglądał i na swą rękę: błyszczały na niej obok siebie razem dwa pierścionki zaręczynowe — uriańska perła Stefci i wielki brylant Michorowskich.
W zamku panowała głucha, tragiczna cisza, jakby ostatnie zamarło w nim szczęście.