Nokturn

Pod wieczornym powiewem kwiecie bzów się prószy,

Osypując pod stopy, jak wonna kaskada,

Chrzęstem płatków deptanych, żaląca się w głuszy...

Znużony jestem w sercu i smutek mam w duszy.

Na strzechę siadła białych gołębi gromada,

Gruchając szlochem rzewnym pod zorzy odmętem...

A niekiedy z ich dziobków puch wyrwany spada.

Serce zawiewa śniegiem tajnych bólów zwada...

Na sadzawce fontanna szemrze cichym smętem,