Niby leżałaś... Ja się wkradłem

Do wnętrza izby... On z pobladłem

Drzemał obliczem w blasku świec...

I ja, ukrywszy się za piec,

Spojrzałem z trwogę: psałterz w dłoni

Trzymał ściśniętej... bladość skroni,

Pustka niebieskich, zwiędłych żył — —

O, jak straszliwy sen to był!

Jaka woń zimna w tym całunie!

Wtem usłyszałem, że ktoś sunie