Niechaj spojrzą twoje oczy:

Stamtąd, kędy tronu stopnie,

Jak radośnie, jak pochopnie135

Ręce on wyciąga k nam,

Zbudzon znowu — o, patrz, tam!

Choćbym miała tysiąc głosów,

Nie chciałabym cię z niebiosów

Odwoływać, synku mój!

Jakiż to mądrości zdrój:

Drogi klejnot mi zabrawszy,