Nie czułem nigdy takiej zmory,
Nie czułem się tak nigdy sam,
Jak tu, gdzie wszystka praca żywa
W grząskie bagienko się rozpływa.
spogląda w kierunku, w którym odszedł wójt
Zadusiłbym go, nędzny cham!
Ilekroć tylko — błazen ze mnie! —
Pragnę go porwać, nadaremnie
Do tępej zbliżam się swołoczy:
On ci mi prosto zawsze w oczy