— O Jezu! — wyje coś w piersiach Bartka. — O Jezu!...
Nie! on już nie wytrzyma dłużej! Chwila jeszcze, a krzyknie: „Paniczu! toć ja chłop!...” Potem przez okno... w las... Niech się dzieje, co chce!...
Nagle od strony sieni dają się słyszeć miarowe kroki. To patrol, a z nim podoficer. Zmieniają straże!
Nazajutrz Bartek od rana był pijany. Następnego dnia także...
Ale w dalszych dniach przyszły nowe pochody, potyczki, marsze... i miło mi oznajmić, że nasz bohater wrócił do równowagi. Po owej nocy zostało mu tylko trochę zamiłowania do butelki, w której zawsze można znaleźć smak, a czasem i zapomnienie. Zresztą w bitwach bywał jeszcze okrutniejszy niż dotąd; zwycięstwo szło w jego ślady.
VI
Znów upłynęło kilka miesięcy. Było już dobrze z wiosny. W Pognębinie wiśnie w sadzie kwitły i pokryły się bujnym liściem, a na polach zieleniała ruń obfita. Pewnego razu Magda, siedząc pod chałupą, obierała na obiad marne, kiełkowate kartofle, zdatniejsze dla trzody niż dla ludzi. Ale był to przednówek i bieda zajrzała trochę do Pognębina. Znać ją było i z twarzy Magdy, poczerniałej i pełnej frasunku. Może też dla rozpędzenia go kobieta przymykając oczy śpiewała cienkim, wytężonym głosem:
„Oj! mój Jasieńko na wojnie! oj! listy pisze do mnie!
Oj! i ja też do niego — oj! bom żoneczka jego”.
Wróble na czereśniach świergotały, jakby ją pragnęły zagłuszyć, a ona śpiewając spoglądała w zamyśleniu to na psa, śpiącego na słońcu, to na drogę, przechodzącą koło chałupy, to na steczkę, idącą od dróg, przez ogród i pola. Może dlatego poglądała Magda na steczkę, że wiodła ona na przełaj i do stacji, tak Bóg dał, że tego dnia nie spoglądała na nią na próżno. W dali ukazała się jakaś postać i kobieta przysłoniła oczy ręką, ale nie mogła nic dojrzeć, bo ją blask ślepił. Łysek tylko rozbudził się, podniósł głowę i szczeknąwszy krótko począł węszyć, nadstawiając uszu i przekręcając teb na obie strony. Jednocześnie do uszu Magdy doszły niewyraźne słowa pieśni. Łysek zerwał się naraz i całym pędem skoczył ku zbliżającemu się człowiekowi. Wówczas Magda przybladła trochę.