Ostatnie halt! wrzasnął tak przeraźliwie, że kobieta odskoczyła o kilka kroków.
— Cóżeś ty oszalał?
— Jak się masz, Magda!... kiedy ci mówię: jak się masz, to jak się masz? A po francusku umiesz, głupia?... Musiu, musiu, kto musiu? ja musiu! wiesz?
— Człeku, co z tobą jest?
— Tobie co do tego! Was? done dine? rozumiesz?
Na czole Magdy zaczęła się zbierać burza.
— Po jakiemu ty bełkoczesz? Cóż to, nie umiesz po polsku? To ci kasztan! Sprawiedliwie mówię! Co z ciebie zrobili!
— Daj mi jeść!
— Ruszaj do chałupy.
Wszelka komenda robiła na Bartku wrażenie, któremu żadną miarą oprzeć się nie mógł. Usłyszawszy tedy: „ruszaj!”, wyprostował się, ręce wyciągnął wzdłuż bioder i zrobiwszy pół obrotu pomaszerował we wskazanym kierunku. Na progu dopiero ochłonął i począł patrzeć na Magdę ze zdumieniem.