— At, nic... Kiryser mnie ta pomacał, ale i ja jego też. W szpitalu byłem.
— O Jezu!
— Ej, mucha.
— A chudyś jak ta śmierć.
— Ruhig — odrzekł Bartek.
Był rzeczywiście wychudły, sczerniały, obszarpany. Prawdziwy zwycięzca! Przy tym chwiał się na nogach.
— Cóżeś ty, pijany?
— Ti... słabym jeszcze.
Był słaby, to pewno! Ale był i pijany, bo przy jego wycieńczeniu jedna miarka wódki wystarczała, a Bartek na stacji wypił ich coś cztery. Ale za to miał animusz i minę prawdziwego zwycięzcy. Takiej miny nigdy przedtem nie miewał.
— Ruhig! — powtórzył. — Skończyliśmy Krieg! Teraz ja pan, rozumiesz? A to widzisz? — Tu ręką wskazał na krzyże i medale. — Wiesz, com za jeden? — Hę? links! rechts! Heu! Stroh! siano! słoma! słoma! siano! halt!