— Oj, zaraz: bardzo, bardzo!... Kocha go, bo jest jej mężem — i naturalnie, że jej przykro widzieć, jak go źle traktujemy.
— Ale kto go źle traktuje? Mojem zdaniem, ona poprostu nie jest z nim szczęśliwa — i cała rzecz...
— A niechże Pan Bóg broni — odrzekła ciotka — nie przeczę, że mogła lepszą partyę zrobić, ale co znowu można mu tak dalece zarzucić? Jest widocznie bardzo do niej przywiązany... Celina nie może mu wprawdzie przebaczyć sprzedaży Głuchowa, a i ja mu tego nie zapomnę nigdy, sama jednak słyszałam, jak Anielka broniła go zawzięcie.
— Może wbrew przekonaniu?
— Choćby, to tembardziej dowodzi, że ona go kocha. Co do jego interesów, bieda, że nikt dobrze nie wie, jak rzeczy stoją i stąd ciągłe obawy Celiny. Ale tak naprawdę, czy to majątek daje szczęście? Zresztą ja ci już mówiłam, że nie zapomnę o Anielce i ty na to pozwalasz? co? pozwalasz? My oboje mamy dla niej pewne obowiązki, mój Leonie, nie mówiąc już o tem, że to jest kochane stworzenie, które zasługuje na naszą opiekę.
— Z całego serca, moja ciociu. Ponieważ nie mam siostry, więc póki żyję, nigdy Anielce nie dokuczą kłopoty materyalne.
— Tak liczę na to, że umrę spokojniej — odrzekła ciotka.
I poczęła mnie ściskać, ale dalszą rozmowę przerwał nam doktor. W kilku słowach uspokoił nas zupełnie. „Małe zburzenie nerwowe, które zresztą często się przy tych kąpielach z początku zdarza — przerwać kąpiele na kilka dni, dużo być na powietrzu — oto czego trzeba! Organizm jest zdrów, sił dużo i wszystko będzie jaknajlepiej”. Ponatykałem mu kieszenie za te słowa tak, że kapelusz włożył dopiero za kratą willi. Byłbym sprzedał kilka lat życia, by módz pójść do Anielki i ucałować ją po nogach, przepraszając za wszystko, com jej złego zrobił. Przysiągłem sobie być dla niej innym, znosić cierpliwie Kromickiego, nie burzyć się, nawet nie szemrać. Skrucha, skrucha zupełna i głęboka — oto był teraz stan mojej duszy. Kocham ją jednak niewypowiedzianie. Przed samem południem wrócił z dalekiej przechadzki po Kaiserwegu Kromicki. Zaraz spróbowałem być i dla niego serdeczniejszym. On to wziął za współczucie i był mi prawdziwie wdzięczny. Wraz z panią Celiną spędzili cały dzień przy Anielce. Ona po południu chciała się ubrać i wyjść, ale jej nie pozwolili. Ja także nie pozwoliłem sobie burzyć się z tego powodu. Nie pamiętam, żebym kiedy w życiu odniósł nad sobą tak wielkie zwycięstwo. A mówiłem sobie: „To dla ciebie, moja ukochana!” Byłem w głupiem usposobieniu przez resztę dnia. Ciągle chciało mi się płakać, jak małemu dziecku. I teraz duszą mnie łzy. Nabroiłem, ale też pokutuję za to porządnie.
5 Lipca
Po wczorajszych uniesieniach folga najzupełniejsza, jakby cisza po burzy! Chmury wyładowały całą swą elektryczność. Czuję się słabym i moralnie i fizycznie. Anielka ma się lepiej. Rano znaleźliśmy się sam na sam na werendzie. Posadziłem Anielkę na fotelu z biegunami i otuliwszy ją ciepłym szalem, bo tu poranki chłodne, rzekłem: