— Moja Anielko droga, przepraszam cię z całej duszy za to, com wczoraj powiedział. Przebacz mi i zapomnij — bo i tak ja sam sobie tego nigdy nie zapomnę.

Ona odrazu wyciągnęła mi w odpowiedzi rękę, w którą wpiłem się ustami. Musiałem użyć całej siły woli, aby nie jęczeć głośno, tak wielka była przepaść między moją miłością a moją nędzą. Anielka czuła to doskonale, bo nieprędko cofnęła mi rękę. Ona także starała się opanować wzruszenie, a może i opanować uczucie, które popychało jej serce ku mnie. Szyja jej i piersi drgały, jakby łkanie chciało się gwałtem wyrwać na zewnątrz. Czuła przecie, że ją kocham nad wszystko, że na taką miłość nie natrafia się codzień i że to mógłby być skarb szczęścia na całe życie.

Ale po chwili przemogła się i twarz jej stała się pogodną. Widać w niej było tylko rezygnacyę i wielką dobroć.

— Już zgoda będzie między nami, nieprawda? — spytała.

— Tak jest! — odrzekłem.

— I raz na zawsze?

— Co ja ci odpowiem, mój ty aniele. Ty wiesz najlepiej, co się we mnie dzieje...

Jej znów zaszły oczy mgłą, ale znów się przemogła.

— Dobrze już! — rzekła — to ty jesteś dobry...

— Ja? — zawołałem ze szczerem oburzeniem — czy ty wiesz, że gdybyś wczoraj nie była nagle zasłabła, to ja byłbym sobie...