Starzec opuścił na znak potwierdzenia głowę na piersi.
Nastała chwila milczenia, tylko Maćko i Jagienka spoglądali na się z niepokojem, mieli bowiem przed sobą jawny dowód tego braku miłosierdzia i braku miary w karaniu, jakimi odznaczali się rycerze zakonni.
— Srogie rządy! — rzekł wreszcie Maćko. — I ciężko go pokarali, a Bóg wie, czy słusznie. Nie dopytamy się o to. Żeby choć wiedzieć, gdzie go odwieźć, bo to musi być człek z tych okolic. Po naszemu rozumie, gdyż tu prosty naród taki jest jako i na Mazowszu.
— Rozumiecie przecie, co mówimy? — spytała Jagienka.
Dziad potwierdził głową.
— A tutejsiście?
— Nie — odpowiedział na migi starzec.
— Zaś może z Mazowsza?
— Tak.
— Spod księcia Janusza?