— Masz ci babo wesele! Mało było jednej, będzie dwie.
— Nie przekomarzajcie się.
— Nie przekomarzam się ja, ale przecie w dzień każdy pozna i ją, i ciebie.
— Ba! A po czym?
— Bo ci kolana k’sobie129 idą, i jej też.
— Dajcie spokój!...
— Jużci dam, bo mi nie pora, ale czy i Cztan z Wilkiem dadzą, Bóg wie. Wiesz ty, bąku, skąd wracam? Z Brzozowej.
— Na miły Bóg! Co też mówicie?
— Prawdę, jako i to prawda, że Wilkowie będą bronili od Cztana i Bogdańca, i Zgorzelic. No! Pozwać nieprzyjaciół i pobić się z nimi łatwo, ale z nieprzyjaciół stróżów własnego dobra uczynić to nie byle cap potrafi.
Tu Maćko począł opowiadać o swoich odwiedzinach u Wilków, jak ich sobie zjednał i na hak przywiódł130, a ona słuchała z wielkim zdumieniem, a gdy wreszcie skończył, rzekła: