— Miałaś przecie jutro świtaniem przyjechać?
— Jużci! Jutro świtaniem, żeby wszyscy widzieli! Jutro pomyślą w Zgorzelicach, żem u was w gościnie, i nie opatrzą się aż pojutrze. Sieciechowa i Jaśko wiedzą, ale Jaśko obiecał na rycerską cześć, że powie dopiero wtedy, gdy poczną się niepokoić. Ale nie poznaliście mnie, co?
Więc z kolei począł się Maćko śmiać.
— A niechże ci się ta jeszcze przyjrzę... Hej! Okrutnie śwarny126 z ciebie pacholik!... I osobliwy, bo z takiego można się i przychowku127 doczekać... Sprawiedliwie mówię! Żebym to nie był stary, no! Ale i tak ci powiadam: waruj się, dziewko, włazić mi w oczy! Waruj się!...
I począł jej przygrażać128 palcem, śmiejąc się, ale patrzył na nią z wielkim upodobaniem, albowiem takiego pachołka nigdy w życiu nie widział.
Na głowie miała pątliczek jedwabny, czerwony, na sobie zielony sukienny kubrak, a zaś spodenki buchaste przy biodrach, a dalej obcisłe, w których jedna nogawiczka była barwy pątlika, druga w podłużne pasy. I z bogatym kordzikiem przy boku, z uśmiechniętą i jasną jak zorza twarzą wyglądała tak ślicznie, że oczu nie można było od niej oderwać.
— Boga mi! — mówił rozweselony Maćko. — Alibo cudne jakoweś paniątko, alibo kwiatuszek czy co?
Po czym zwrócił się do drugiego pachołka i zapytał:
— A ten tu?... Pewnikiem też jaki odmieniec?
— A wżdy to Sieciechówna — odrzekła Jagienka. — Nieskładnie by mi było samej między wami, bo jakże? To dlatego wzięłam z sobą Anulkę, że we dwie raźniej, i pomoc jest, i sługa. Jej też nikt nie pozna.