— A co mi tam — odrzekł giermek — powiada, że człowiek i smolarz145, ale czy prawda: nie wiem.
— Oj, nie człowiek to, nie człowiek! — ozwał się Wit.
Lecz Maćko nakazał mu milczenie, za czym jął bacznie przypatrywać się schwytanemu i nagle rzekł:
— Przeżegnaj się! Duchem146 mi się tu przeżegnaj!...
— Pochwalony Jezus Chrystus! — zawołał jeniec i przeżegnawszy się co prędzej, odetchnął głęboko, spojrzał z większą ufnością na zgromadzonych i powtórzył: — Pochwalony Jezus Chrystus! Bom ja też nie wiedział, czylim w krześcijańskich, czy w diabelskich rękach. O Jezu!...
— Nie bój się. Między krześcijany jesteś, którzy radzi mszy świętej słuchają. Cóżeś zacz?147
— Smolarz, panie, budnik148. Jest nas siedmiu w budach z babami i dziećmi.
— Jakoż daleko stąd?
— O dziesięć stajań niespełna.
— Którędyż do miasta chadzacie?