— Jem i piję, jako mogę.
— Jak nie będziesz mógł, to się odpasz... Piękny pas! Wy też na Litwie musieliście wziąć łup godny?
— Nie narzekamy — odrzekł Zbyszko, korzystając ze sposobności, aby okazać, że i dziedzice Bogdańca nie byle włodyczkowie. — Część łupów przedaliśmy w Krakowie i wzięliśmy czterdzieści grzywien560 srebra...
— Bój się Boga! Toż za to można kupić wieś.
— Bo była jedna zbroja mediolańska, którą stryjko spodziewający się śmierci sprzedał, a to wiecie...
— Wiem! No! To warto na Litwę iść. Ja swego czasu chciałem, alem się bojał561.
— Czego? Krzyżaków?
— E, kto by się ta ich bał. Póki cię nie zabiją, to czegóż się bać, a jak cię zabiją, to już i nie czas na strach. Bojałem się onych pogańskich bożków, czyli diabłów. Po lasach to podobno tego jak mrowia.
— A gdzież mają siedzieć, kiedy im bożnice562 popalili?... Dawniej mieli dostatek, a teraz jeno grzybami i mrówkami żyją.
— Widziałeś też ich?