Pani Modrzejewska trzymana jest teraz w formalnym oblężeniu w „Palace Hotel” przez agentów teatralnych, recenzentów, redaktorów i znakomitości miasta. Na ostatnim przedstawieniu prasa podała dla niej adres na białym atłasie. Prócz adresu ofiarowano jej olbrzymi kosz z trójkolorowych kwiatów z zatkniętą na wierzchu chorągwią. Wszystko to od prasy. Adres był wierszem, którego ostatni ustęp brzmi:
Kepp Polish memories in your heart alone,
America now claims you for her own.
Co znaczy: „Zatrzymaj pamięć swego kraju w swym sercu, ale teraz Ameryka uważa cię za swoją własność”. Po tych dwóch wierszach następują podpisy dziennikarzy.
Piękniejszy jeszcze jest sonet napisany przez Hintona, redaktora „Evening Post” i publikowany już we wszystkich innych gazetach.
Krótko mówiąc, mieliśmy w Warszawie naprawdę najznakomitszą może na świecie artystkę i... straciliśmy ją.
Prócz tego, uderzywszy się w piersi, czyż to raz rozmaite literaciki docinały jej w rozmaitych gazetach i gazetkach dlatego tylko, aby pochwalić się potem przy czarnej kawie: „O, ja to dopiero napisałem pani Modrzejewskiej!”. I tak też pisali, aż wypisali. That’s all right!
Teatra z New Yorku, Bostonu, Washingtonu i Filadelfii, w chwili gdy to piszę, już nadesłały p. Modrzejewskiej nader świetne zaofiarowania. Prawdopodobnie w tym roku będzie grała we wszystkich znakomitych miastach tutejszych; potem pojedzie do Londynu, potem na występy do Warszawy, której to myśli nie chce się zrzec za żadną cenę — następnie znowu wróci do Anglii, Ameryki i Australii. Przeszła tu bardzo ciężkie chwile. Gdy przyszło do wystąpień, nie miała po prostu za co sprawić kostiumów. Wszystkie nadzieje na pomoc bądź z Warszawy, bądź z Księstwa568 — comme de raison569 — ją zawiodły. Ale zwalczyła wszystkie te trudności; z pozostałości po warszawskich kostiumach umiała nie tylko wysztyftować nowe, ale i przepyszne — wreszcie wystąpiła — i teraz... ot! gdybym miał na rok tyle, ile ona tu może — wedle tego, co się pokazało — zarabiać na tydzień, jeździłbym po świecie pierwszymi klasami i pisywał korespondencje darmo.
Tyle wam mogę donieść o pani Modrzejewskiej. Zrobiło się to wszystko tak nagle, a niespodziewanie, że się i wierzyć temu nie chce. Nie wiem, czy wspomniałem wam, że Ofelia była grana umyślnie po polsku. Efekt ogromny. „The Mail” napisał, że jest to najsłodszy język, jaki kiedykolwiek odbił się o amerykańskie uszy.
Gazety, zachęcone i rozpalone teraz do naszych rzeczy, krzyczą na gwałt, aby artystka wprowadziła jakie sztuki polskie. Pani M. myśli o Słowackim, ale nie wiem, czy się to uda zrobić!