— Jeżeli pani nie zmęczona, to wolę się przejść — odpowiedział.

— Dobrze. Wcale nie jestem zmęczona. Ale gdzie pójdziemy? Czy chce pan popatrzeć na strzelanie do gołębi?

— Z chęcią, tylko że tam nie będziemy sami. Sinten i młody Kładzki zapewne wprawiają się po śniadaniu.

— Tak, ale nie będą nam przeszkadzali. Oni, gdy chodzi o gołębie, stają się głusi i ślepi na wszystko, co się około nich dzieje... Zresztą, niech mnie widzą z moim wielkim człowiekiem!

I, przechyliwszy głowę, spojrzała mu z uśmiechem w oczy:

— Chyba, że wielki człowiek sobie tego nie życzy?...

— Owszem, niech nas widzą! — odpowiedział Swirski, podnosząc jej rękę do ust.

— Więc pójdźmy aż na dół — ja dosyć lubię na to patrzeć.

— Dobrze.

I po chwili znaleźli się na wielkich schodach, prowadzących do strzelnicy.